Kilka bardzo ważnych słów, zanim sam zaczniesz diagnozować
swoje ciało i szukać choroby.
Oto mamy chorą matkę – wątrobę, która nie jest zdolna przekazać energii Chi dziecku, to znaczy sercu.(…) Choć w tym wypadku nie słychać płaczu żywego niemowlęcia, rozlega się przecież symboliczny, niemniej wyraźny płacz serca. Objawia się on w formie licznych chorobowych sygnałów – bólu w okolicy serca, arytmii, zaburzeń układu krążenia. Bywają też bóle w ramieniu, mrowienie, niemożność zaciśnięcia pięści; jednak takie objawy przeważnie kwitujemy słowem „reumatyzm”. Tymczasem to nie żaden reumatyzm. To wołanie serca o energię Chi, której nie przesyła niewydolna wątroba. „Reumatyzm”, „zapalenie gardła”, „angina”, „arytmia” – wszystko to puste nazwy, objawy leczone bez powiązania z ich rzeczywistą przyczyną. Tak postępują w większości przedstawiciele oficjalnej medycyny, i w tym ujęciu też jest to logiczne, gdyż lekarza zachodniego „interesuje”, nie zdrowy człowiek, ale choroba. Czy ktokolwiek z nas, gdy jest zdrowy, idzie do lekarza? Nie, bo nie ma specjalistów od zdrowia, są od chorób.
Odwołując się znów do chińskich pojęć, idziemy leczyć dziecko, gdy powinniśmy zająć się matką. Chińczycy w takiej sytuacji zadawali sobie pytanie: „Dlaczego serce wysyła te rozpaczliwe sygnały?” i znalazłszy odpowiedź – nieprawidłowe funkcjonowanie wątroby – zaczynali ją regulować. Zwiększali potencjał energii Chi w obrębie elementu Drzewa, przywracając tym samym równowagę matce – wątrobie. Choć wcale przy tym nie dotykali serca, wszystkie dokuczliwe objawy znikały same – bez śladu. Nie jest ważna choroba – ważne jest zdrowie.
Medycyna współczesna w większości przypadków specjalizuje się wyłącznie w usuwaniu organicznych objawów choroby. Nie próbuje ustalić dlaczego, skąd się wzięły owe symptomy. Czyż chińskie podejście do problemu nie jest sensowniejsze?Żeby lepiej zrozumieć Regułę Matki-Dziecka, przyjrzyjmy się kolejnym zależnościom między poszczególnymi organami: serce jest matką śledziony, śledziona – matką płuc, płuca – matką nerek, a nerki matką wątroby. Jeżeli więc chory cierpi powiedzmy na astmę lub zapalenie opłucnej, zamiast spieszyć na pomoc płucom, należy najpierw zbadać, co dzieje się z ich matką – śledzioną. Nie należy konkurować z Naturą w tym, czego tylko ona potrafi dokonać. Człowiek nie wyręczy śledziony w przekazywaniu płucom energii życia, tak samo zresztą jak Ziemi w wytwarzaniu Metalu. Jest jednak w stanie wyregulować śledzionę, która potem już bez pomocy lekarza dostarczy płucom tyle energii Chi, że bronchity, zapalenie, astmy, miną szybko i bezpowrotnie.
Łatwo na tym tle ocenić, czym grozi instrumentalne podejście do medycyny, w tym także do Medycyny Chińskiej. Za nie do końca właściwe należy uznać leczenie u „miejscowego” doktora, który na hasło „boli mnie serce” otwiera swoją „książkę kucharską” i czyta: „ból serca – działać na punkt 11″. Po takiej terapii ból zmniejszy się, by prędzej czy później powrócić. Sytuacja się powtarza: wizyta u lekarza, zabieg, lepsze samopoczucie. Czas mija, choroba czyni postępy, gdyż jej przyczyna nadal tkwi w pacjencie. Kolejny nawrót bólu może już zwiastować zawał serca.
Wróćmy do „pokrewieństwa organów” i dalszego ciągu rodzinnych powiązań. W każdej rodzinie jest jeszcze dziadek i babcia, i są jeszcze powiązania na linii dziadkowie – wnuk. Zgodnie z zasadami medycyny chińskiej każdy z dwunastu organów jest raz matką, innym razem dzieckiem. Całość uzupełniają babcie. I tak na przykład skoro nerki są matką wątroby, są także babką serca. Dalej wszystko układa się tak, jak w prawdziwej rodzinie.
Choroba matki odbija się nieuchronnie na dziecku, o które z kolei zamartwia się babcia. Że tak właśnie jest, wie dobrze każdy dziadek i każda babcia. Potrafią się rozchorować ze zmartwienia o zdrowie wnuków. Nadmierne zainteresowanie wnukiem, a szczególnie ingerencja w jego życie, działa destrukcyjnie na wnuka, ale i też na dziadków.
Jak działa taki schemat w przypadku rozpatrywanej chorej wątroby? Zgodnie z Regułą Matki-Dziecka można się wtedy spodziewać widocznych objawów chorobowych nie ze strony samej wątroby (matki), lecz serca (wnuczek) i nerek (babcia).
Co robi zachodni lekarz stwierdzając takie objawy jak: częste oddawanie moczu, opuchnięte nogi, ból w nerkach, zapalenie pęcherza, podpuchnięte oczy, słowem wszystkie oznaki chorób związanych z wodą, którym na dodatek towarzyszą zaburzenia pracy serca? Oczywiście leczy nerki. Tymczasem powinien leczyć wątrobę (matkę), która jest przyczyną całego zamieszania. Wyleczenie wątroby uspokoi serce, a w chwili, gdy ono powróci do normy, ustąpią wszystkie dolegliwości nerek, bo babka (nerki) przestanie się martwić o wnuka (serce).
Układ pokazujący zależność poszczególnych organów od siebie
Przykład z tekstu: Wątroba (matka) – Serce (dziecko) – Nerki (babcia). Najwięcej objawów chorobowych będzie okazywało: serce i nerki a problem będzie w wątrobie (matka) Lecząc wątrobę pozbywamy się objawów, również z serca i nerek.
Ciekawostka
Choroba powstaje również wtedy, gdy Babcia jest za silna i za bardzo hamuje (kontroluje) Wnuka, co w konsekwencji może doprowadzić do jego uszkodzenia. Natomiast gdy Babcia jest za słaba, Wnuk lekceważy kontrolę, zachodzi odwrotność cyklu, drażni i uszkadza Babcię.


