Cała historia związana z założeniem tej strony, ma iście prozaiczny początek.
Dawno temu (dobrych kilkadziesiąt lat wcześniej :)) żywiłem się na tzw. mieście, dodatkowo od czasu do czasu uzupełniając jadłospis zimnymi kanapkami. Efektem takiego jedzenia, był bardzo szybki przyrost wagi. Zwyczajnie „puchłem”. Wtedy to uświadomiłem sobie, że czas nauczyć się gotować. Zaopatrzyłem się więc w fachową literaturę, garnki i oczywiście kuchenną wagę. Wydawało mi się, że mam wszystko, czego potrzebuję. Gotowałem wg ściśle podanych przepisów, z pięknie wydanych i ilustrowanych książek kucharskich. Robiłem to wręcz z zegarmistrzowską precyzją, odmierzając, ważąc i licząc wszystkie produkty, które lądowały w garnku, patelni lub piekarniku. Wszystko musiało się zgadzać. I się zgadzało, nawet wygląd. Z wyjątkiem jednej rzeczy. Brakowało w tym smaku.
Odnalazłem go później, trafiając na jakichś warsztatach na książkę Anny Ciesielskiej „Filozofia zdrowia”. Smak powrócił 🙂 Mało tego, okazało się, że pożywienie może nie tylko być smaczne, poprawiać nastrój, ale przede wszystkim wpływać na nasze zdrowie. Efektem ubocznym był także wygląd mojej skóry i oczywiście sylwetki. Gotowanie wg. 5 przemian okazało się strzałem w 10-tkę! 🙂 Słodycze jakoś naturalnie zniknęły z mojego życia. W międzyczasie zainteresowałem się bioenergoterapią, i tak w ciągu 4 lat zostałem bioenergoterapeutą pierwszego, a potem 2 stopnia. (link do certyfikatów) Nie odwiedzałem już tak często lekarzy a tabletki i wizyty w aptece, stały mi się zupełnie obce. Jeżeli przyplątało się jakieś przeziębienie, bioenergoterapia w ciągu jednego dnia, radziła sobie z nią bez żadnych przeszkód.

Życie toczyło się pomyślnie i przede wszystkim zdrowo, a potem przyszła pandemia. A z nią fala zachorowań. Zdecydowałem się na szczepienie z obawy, że ze względu na moją pracę z ludźmi i istniejące ryzyko, zarażę Covidem 19 moją mamę. Nie obawiałem się o siebie, ponieważ miałem wszystkie narzędzia do zadbania o swoje zdrowie i ogromną wiarę popartą prawie dwudziestoletnią praktyką, że bioenergoterapia działa.
Ale potem spotkało mnie coś, co trochę zachwiało moją wiarą. Stanęła przede mną wizja pobytu w szpitalu. Wtedy zawahałem się, po raz pierwszy w swoim życiu, czy to, co robię, jest mi w stanie pomóc. Pojawił się autentyczny strach przed podjęciem decyzji. Co robić dalej? Czy zaufać jeszcze raz sobie, czy nie ma na co czekać i czas do szpitala? (całość moich przemyśleń znajdziesz na blogu: zajrzyj tutaj) Kolejny raz uratowała mnie jednak bioenergoterapia.
To wtedy postanowiłem też pogłębić swoją wiedzę dotyczącą medycyny. Szukałem informacji w Tradycyjnej medycynie chińskiej i podobnie jak z gotowaniem w 5 przemianach (notabene opartym tez na dziedzictwie z Chin), odkryłem jej niesamowitą mądrość, ale też ogromną złożoność. Powstanie tej strony, miało mi ułatwić życie, w docieraniu do źródła problemu w swoim ciele. Chciałem wszystko to co ważne, umieścić w jednym miejscu. Zaczynałem od umieszczenia informacji dotyczącej żywienia, by po roku rozbudować ją o podstawowe informacje na temat diagnozy chorób, a także podstawowej wiedzy o akupresurze. Powstało coś, na kształt małego vademecum.
Oczywiście, ciężko zawrzeć całą tę przeogromną wiedzę na jednej stronie i do tego zrobić to w miarę przejrzysty i spójny sposób. Dowiedziałem się, że aby opanować tajniki Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, potrzeba na to co najmniej 6 lat, codziennego ośmiogodzinnego studiowania wiedzy! Nie mniej myślę, że to mini vademecum będzie fajnym początkiem drogi do życia w zdrowiu. Czego sobie i Tobie życzę! 🙂

